O książkach gadanie

Ten blog nie będzię już aktualizowany. Nowsze wpisy możecie znaleźć na blogu "wielokropek" http://wielokropek.blogspot.com/

sobota, 6 lutego 2010

"The Deportees" Roddy Doyle

"The Deportees" Roddy Doyle to kolejna książka, która znalazłam na sławetnym już stole z książkami polecanymi przez bibliotekarzy. Na tylniej okładce znalazłam taka opinię (w luźnym tłumaczeniu) "Roddy Doyle zdobył oddanych fanów wśród tych doceniających jego podskórny/ukryty chumor, uważne ucho do dialogów i głeboko ludzki portret współczesnej Irlandii", więc co mogłam zrobić?! Wypożyczyłam i nie zawiodłam się!

Już w słowie wstępnym było coś ciekawego, uwodzącego. Pisze w nim, że zbiór tych opowiadań powstał na początku XXI wieku po napisaniu i wydaniu kilku powieści. Było to też tuż po przełomowych latach 90-tych kiedy tyle rzeczy zmieniało się w Irlandii: powstały nowe miejsca pracy; wchodzili do Unii Europejskiej; była energia w powietrzu i nie istniało pojęcie bezrobotnego, a ludzie mieli nagle znacznie więcej pieniędzy.

Ale jak one dokładnie powstały to historia sama w sobie. Opowiadania zaczął pisać w krótkich odcinkach po 800 słów dla miesięcznika (obecnie tygodnika) wielonarodowego Metro Eireann. Napisał dla nich 8 opowiadań, które powstały w podrozdziałach przekazywanych w miesięcznych odstępach czasu. Wysyłając je do redaktora nie miał pojęcia w którą stronę bohaterowie podążą, więc uznał to za świetną pisarską przygodę . Wszystkie mają tylko jeden element wspólny - jeden z bohaterów, rodowity Irlandczyk poznaje kogoś kto przyjechał to tego kraju by w nim żyć, pracować i zakorzenić się i tenże tubylec nagle musi skonfrontować się z obcym. Z tego właśnie powodu zaintrygowały mnie te opowiadania, bo Polacy mieszkający w Polsce są właśnie w takiej sytuacji.

Tak jak wspomniałam jest to zbór 8 opowiadań:
1. "Guess who is coming to dinner". Tytuł żywcem wzięty z filmu z lat 60-tych z Kathrine Hepburn i Spencerem Tracy. Nie jest to przypadkowe, bo temat opowiadania jest taki sam, czyli ojciec goszczący czarnego przyjaciela jednej z córek. Musi zastanowić się co ma powiedzieć, żeby nie wyjść na rasitę a na człowieka nowoczesnego. Musi uważać na to co i jak będzie mówił przy obiedzie. Bardzo zależy mu by dobrze wypaść, bo bardzo kocha swoje trzy córki, które wnoszą tyle życia w jego życie - "Larry Linnane uwielbiał mieć córki. Miał wielką z nich pociechę i wiele radochy." Gdy przyprowadzony zostaje na obiad przyjaciel, stara się bardzo by na sam koniec zostać zaskoczonym, że to nie chłopak jego córki tylko przyjaciel... i by spytać go o nazwę wody kolońskiej, bo jego paniom bardzo się podobała.
2. "The Deportees". Ten tytuł to nazwa zespołu złożonego  większości z immigrantów, których połączyła muzyka i pomimo tego, że pochodzą z Rumunii, USA, Afryki moga się porozumieć i razem pracować. Jest w tym opowiadaniu także element horroru, kiedy Irlandczyk zbierający tą grupę otrzymuje pogróżki przez telefon.
3. "New Boy".  Ta historia opowiedziana jest z punktu widzenia dziecka w nowej szkole, w nowym kraju. Niby nic, ale ... to co widział i przeżył zanim się tu znalazł jest kolejnym horrorem, którego na szczęście większość Europejczyków nigdy nie przeżyje.
4. "57% Irish", czyli komedia o próbie zdefiniowana co oznacza być Irlandczykiem... tego nie jestem w stanie przekazać, bo jest tak śmieszne i oparte na szybkich, celnych dialogach. A przede wszystkim o głupocie poszukiwania takiej definicji... w efekcie jakieś 800 000 immigrantów przeszło tenże "naukowy" test i otrzymało obywatelstwo.
5. "Czarny kaptur". To jest coś co może powstać jedynie w umyśle idealistyczne, nie wspominająć już że także zajochanego nastolatka, który zgadza się wziąć udział w dowiedzeniu stereotypizacji podejrzenych przez ochronę sklepów i policję. W społeczeństwach wielonarodowych jest to nagminny problem, ale też jedynym jego rozwiązaniem jest przeciwstawienie się mu przez wyciągnięcie go nawierzch i nazwanie po imieniu... tak jak to zrobił główny bohater - zakochany nastolatek stanął w obronie swojej dziewczyny.
6. "Wózek". Ten mały horror jest horrorem wyimaginowanym tylko pozornie, bo jest wyrazem tęsknoty imigrantów do tego by mieć równe prawa i szanse na pracę. Jest też wyrazem tęsknoty za swoimi, których musieli pozostawić w kraju, by zarobić na obczyźnie. Jest to coś czego chyba nie da się zrozumieć bez doświadczenia tego na sobie. O tym jak łatwo zatracić się i o braku wsparcia.
7. "Home to Harlem". To jest już zupełnie inne opowiadanie, bo o czarnym Irlandczyku tak odstającym od homogenicznego społeczeństwa, że rodzinna historia o babci, która spędziła jedną noc z czarnym Amerykańskim żołnierzem staje się pretekstem do wyjazdu do Nowego Jorku by go odnaleźć. Jednak dziadek się nie odnajduje, ale bohater ma w końcu poczucie, że musi znaleźć to co Murzyni znaleźli w The Harlem Renaissance zadając pytanie "Who the Fuck Are We?"
8. "I Understand". To ostatnie opowiadanie jest o powiedzeniu "dosyć" i walczeniu o siebie i swoje prawo do życia przez nielegalnego immigranta, który unika bycia wykorzystanym do przewozu narkotyków przez gangi. Jest też o braku zrozumienia przez tubylców, iż nie najlepsza znajomość języka powoduje iż obcokrajowiec stara się przez grzeczność zachować godność i bezpieczny dystans, ale nie oznacza to słabości.

Jest to ten typ książki, który pomimo odnoszenia się do jednej narodowści, tak na prawdę odnosi się do nas wszystkich. To co Irlandczycy odczuli ponad 10 lat temu, my dopiero zaczynamy odczuwać...

Dlatego gorąco polecam!

Etykiety:

Komentarze (0):

Prześlij komentarz

Subskrybuj Komentarze do posta [Atom]

Linki do tego posta:

Utwórz link

<< Strona główna